piątek, 21 grudnia 2018

7 filmów Ingmara Bergmana, które obejrzałam w ramach projektu Bergman100


Ingmar Bergman, 1965; źródło: Wikipedia
Ingmar Bergman był jednym z najwybitniejszych reżyserów w Europie. Filmoznawcy i kinofile uznają go za twórcę niezwykle wpływowego, który poruszał w swej twórczości takie tematy jak istnienie Boga, samotność, trudności w nawiązywaniu kontaktów międzyludzkich, miejsce artysty i sztuki oraz cierpienie i śmierć. Jego filmy są na wskroś psychologiczne, pesymistyczne i dosadne.

Czy lubię twórczość Bergmana? I tak, i nie. Nie jestem jakąś super-wielbicielką takiego kina, traktuję je jako ciekawostkę i intrygującą atrakcję, którą co jakiś czas sobie serwuję. Czasem lubię obejrzeć trudny i wymagający psychologicznie film, w zasadzie chyba dla sprawdzenia samej siebie, na ile będzie on dla mnie przystępny. Produkcje Bergmana wprost idealnie się do tego nadają. Nie są to filmy dla niedzielnego widza, przynajmniej nie wszystkie, na takie kino trzeba mieć nastrój, atmosferę i przede wszystkim wiedzieć co nieco o samym Bergmanie, który tworzył filmy w większości autobiograficzne.

Jakiś czas temu wspominałam na fanpage’u o projekcie Bergman100, organizowanym z okazji rocznicy urodzin szwedzkiego reżysera. W ramach przedsięwzięcia w kilku polskich kinach studyjnych można było obejrzeć wybrane filmy twórcy. Zdecydowałam się wziąć udział w tym wydarzeniu i spróbować choć trochę zrozumieć twórczość Bergmana. Udało mi się obejrzeć aż siedem filmów, o których pokrótce opowiem poniżej. Gotowi? To lecimy!

Wakacje z Moniką, 1953
kadr z filmu „Wakacje z Moniką [Sommaren med Monika]”, reż. Ingmar Bergman
Chyba mój ulubiony z tego zestawu. Przedstawia uniwersalną historię młodych i zafascynowanych sobą ludzi, którzy uciekają od nieciekawej pracy na wakacje pełne szaleństwa, miłości i wolności. Film jest pełen sielskiej, letniej atmosfery, ale też mnóstwa emocji. Bohaterowie są ciekawi i boleśnie autentyczni, szczerzy i skrajni. Świetna, lecz chwilami także i boleśnie przygnębiająca opowieść o uczuciu i marzeniach, które zderzają się z brutalną i szarą rzeczywistością. Bardzo przyjemnie się ogląda. 

Siódma pieczęć, 1957
kadr z filmu „Siódma pieczęć [Det sjunde inseglet]”, reż. Ingmar Bergman
To właśnie ten film sprawił, że Bergman wzniósł się na piedestał. Siódma pieczęć opowiada pełną metafor historię rycerza, który wraca z wyprawy krzyżowej i spotyka na swej drodze Śmierć. Pełno tu biblijnych symboli, sugestii, pytań o istnienie Boga czy Szatana oraz sens wiary. Zaskoczył mnie humor, którego – mimo ponurej tematyki filmu – wcale nie ma na tak mało. Są też wyśmienite kadry i kontrastowe sceny, które przeszły do historii kinematografii, jak np. scena szachowego pojedynku rycerza ze Śmiercią. Film ogląda się nieźle, aczkolwiek lekko męczy, przez co może być ciężki w odbiorze.

Persona, 1966
kadr z filmu „Persona”, reż. Ingmar Bergman
Ze wszystkich obejrzanych przeze mnie filmów chyba ten wspominam najmniej pozytywnie. Mocno trudny, przynajmniej w moim odczuciu, film-poemat o tożsamości, odgrywaniu ról, wewnętrznym rozbiciu i wymianie osobowości. Dwie, podobne do siebie kobiety w wyniku wydarzeń (jedna z nich jest aktorką, która uparcie milczy przed światem, druga zaś to pielęgniarka, która się nią opiekuje) spędzają czas w letnim, nadmorskim domku. Padają zwierzenia, mroczne sekrety, wszystko zmienia się w teatr i studium psychologiczne. Sam Bergman twierdził, że filmowi zaszkodziły liczne interpretacje, a on sam posunął się w Personie tak daleko, jak tylko mógł.

Fanny i Aleksander, 1982
kadr z filmu „Fanny i Aleksander [Fanny och Alexander]”, reż. Ingmar Bergman
Całkiem niezły film, ale… okropnie długi. Trafiłam na wersję trzygodzinną, ale tak się składa, że jedyna uznawana za pełnoprawną wersja reżysera trwa o dwie godziny dłużej. Męczyłam się, to dla mnie już przesada. Sam film nie jest w zasadzie najgorszy, porusza trudne tematy (jak zawsze) tęsknoty, utraty bliskiej osoby, gorliwego katolicyzmu, terroru w rodzinie czy starcia dwóch światów – frywolności ze świętością oraz jawy ze snem. Trochę hamletowski, surowy i oszczędny, choć pełen kolorowych kadrów. Urzekli mnie też aktorzy do złudzenia przypominający Emilie Clark i Jacka Braciaka. 

Tam, gdzie rosną poziomki, 1957
kadr z filmu „Tam, gdzie rosną poziomki [Smultronstället]”, reż. Ingmar Bergman
Smutny i przygnębiający film o samotności i wspominaniu przeszłości. „Martwy za życia” stary lekarz jedzie odebrać honoris causa. Przed podróżą ma sen, w którym widzi siebie w trumnie. W wyjeździe towarzyszy mu synowa, z czasem pojawia się też grupa młodych ludzi. Film obrazuje lęk przed śmiercią i życiem, jest nostalgiczny i ponury.

Jesienna sonata, 1978
kadr z filmu „Jesienna sonata [Höstsonaten]”, reż. Ingmar Bergman
Tutaj główną osią fabularną jest konflikt matki i córki. Samolubna matka-artystka odwiedza dawno niewidzianą córkę. Nie spodziewa się, że na miejscu zastanie także swoje drugie dziecko, niepełnosprawną umysłowo Helenę, którą lata temu zamknęła w szpitalu. Napięcie rośnie i w końcu pęka, zaczyna się rozgrzebywanie przeszłości, wypominanie błędów i bolesnych wydarzeń, stłumiona nienawiść Evy do matki wybucha. Obydwie są okaleczone emocjonalnie, a rozgoryczenie córki wcale nie poprawia sytuacji. To przejmujące i surowe kino o przebaczeniu i miłosierdziu. Mnie chwyciła też za serce każda scena z niepełnosprawną Heleną.

Sarabanda, 2003
kadr z filmu „Sarabanda [Saraband]”, reż. Ingmar Bergman
Ostatni film Bergmana. To produkcja telewizyjna, powiązana z serialem Sceny z życia małżeńskiego. Marianne pod wpływem impulsu postanawia odwiedzić męża, z którym rozwiodła się ponad trzydzieści lat temu. Gdy przybywa do jego domku na odludziu, wplątuje się w konflikty – męża z synem z drugiego małżeństwa, Henrikiem, oraz Henrika z córką. Tę dwójkę łączy specyficzna, toksyczna i zalatująca kazirodztwem relacja. Film łamie czwartą ścianę (Marianne zwraca się bezpośrednio do widza), jest trochę teatralny, pełen rodzinnych nieporozumień, pogardy, sprzeczek, obłąkania, cierpienia i muzyki Bacha. W porównaniu do poprzednich dzieł reżysera wypada raczej średnio. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz