piątek, 24 marca 2017

Ian Tregillis „Mechaniczny” – recenzja




Czym właściwie jest Wolna Wola? Czy Bóg istnieje? Czy my, ludzie, mamy prawo tworzyć pozbawionych woli niewolników dla własnych korzyści? A czym różnimy się od samoświadomych maszyn? Na te i inne pytania próbuje odpowiedzieć Ian Tregillis w Mechanicznym, pierwszym tomie cyklu Wojny Alchemiczne.

Ian Tregillis Mechaniczny, tytuł oryginalny:
 The Mechanical, tłumaczenie: Bartosz Czartoryski,
stron 464, Wydawnictwo Sine Qua Non, 2016

W XVII wieku zegarmistrz i alchemik Christiaan Huygens powołał do życia pierwszego na świecie klakiera – mechanicznego człowieka napędzanego mocą alchemii, niezniszczalną i nieskończenie wytrzymałą maszynę, doskonałą machinę wojenną obdarzoną ogromną siłą i bezwzględnie posłuszną swoim panom. Holandia stworzyła wówczas mechaniczną armię i ruszyła na podbój Europy. Wkrótce Królestwo Niderlandów stało się supermocarstwem niepodzielnie sprawującym władzę na kontynencie europejskim. Trzy stulecia później jedynie Francja wciąż opiera się Mosiężnemu Tronowi i zawzięcie broni swoich przekonań – o tym, że każdy powinien mieć prawo do wolności, nie tylko człowiek, ale również maszyna. Po latach wojny państwom udało się osiągnąć kruchy rozejm. Tymczasem pewien zuchwały klakier imieniem Jax nie może już dłużej znieść geas, niewolniczych więzi ze swoimi właścicielami. Mechaniczny sługa wykorzystuje okazję i sięga po wolność, a konsekwencje jego ucieczki zatrzasną całym mocarstwem.
Uwielbiam literaturę fantasy za zadawanie poważnych pytań poprzez kreowanie nowych światów, nietypowe pomysły, swobodną zabawę historią i wariacje na temat postaci. Fantastyka jest tak rozległym gatunkiem, że żonglowanie motywami i lawirowanie między konwencjami nikogo nie dziwi, a wręcz ciekawi. W Mechanicznym zaintrygowało mnie połączenie alchemii, alternatywnej wersji historii oraz maszyn. Nie spodziewałam się, że ten pomysł tak mi się spodoba.
Mechaniczny jest pierwszą książką z gatunku clockpunk (jedna z odmian steampunku), z którą się zetknęłam. Także z alchemią niewiele mam wspólnego – zdarzyło mi się obejrzeć jedynie kilka odcinków anime Fullmetal Alchemist. Niemniej lubię takie eksperymenty literackie i nietypowe pomysły, więc alternatywna opowieść, w której Holandia rządzi w Europie za pomocą armii maszyn napędzanych mocami alchemii wydała mi się na tyle interesująca, żeby po nią sięgnąć. I muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej książki.
W Mechanicznym jest tak naprawdę wszystko, czego oczekuję od dobrej pozycji z gatunku fantasy. Nie brak tu wartkiej fabuły, wielu zaskakujących momentów i zwrotów akcji, intryg, napięcia, szczypty magii, dobrze rozbudowanego świata przedstawionego oraz pełnokrwistych bohaterów. Zarówno maszyny (zwłaszcza główny bohater, Jax), jak i ludzie zostali przedstawieni dosadnie i w sposób wiarygodny, autor nie waha się obnażać ich słabości, pokazywać w sytuacjach brutalnych i ekstremalnych, niekiedy okrutnych.
Interesujące jest również ukazanie samego zjawiska, jakim są mechaniczni. To wyprodukowane z mosiądzu człekopodobne maszyny, napędzane siłą mechanizmów zegarowych oraz magią alchemii. Są przywiązane do swoich właścicieli więzami geas, wymuszającymi na nich bezwzględne posłuszeństwo i wywołującymi okrutny ból za choćby najmniejszy przejaw sprzeciwu. Powszechne przekonanie głosi, że klakierzy nie myślą jak ludzie i nie mają „duszy”. Tymczasem mechaniczni ludzie mają swój język, legendy, marzenia. W powieści pojawiają się także intrygujące postaci zegarmistrzów, horologów, alchemików czy nakręcaczy (tutaj brawa dla tłumacza za nazewnictwo). Opisywana rzeczywistość to napędzany technologicznie świat pełen kłamstw, oszustw, politycznych gier, okrucieństwa, walki o władzę i wyzwolenie, szpiegów, kuźni, ognia, metali, zegarów, alchemii i eksperymentów naukowych. Sporo się dzieje, autor wprowadza wiele wątków i bohaterów, dużo kwestii pozostawia niedopowiedziane, przez co mam nadzieję na równie dobrą kontynuację. A, i samo wydanie jest po prostu cudne. Dobra robota, SQN!
Szczerze polecam Mechanicznego. To świetna książka fantasy garściami czerpiąca z historii, podająca je w dobrym opakowaniu i wykonaniu, skonstruowana z zegarmistrzowską precyzją. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć i dać się jej porwać.

1 komentarz:

  1. Okładka mnie zachwyciła, treść już niekoniecznie. ;)

    OdpowiedzUsuń