Stało się.
Pierwszy raz w mojej blogerskiej karierze (czym?) zostałam wyzwana. I to przez swojego
ziomka, Kaca. I pomimo tego, że wyzwania i tagi w blogosferze są czymś, za czym
nie do końca przepadam, tak dla Alkoholowego
tagu książkowego zrobię wyjątek. A co. W sumie to powody są dwa – nawet lubię kolegę, który ten tag wymyślił, to raz, a dwa – no bo czemu nie.
Lubię czytać (no
wow, odkrycie stulecia), jak również czasem lubię wypić alkohol. Natomiast
łączenia tych czynności – nie bardzo, bo po prostu średnio mi się czyta pod
wpływem procentów. Lampka wina lub butelka piwa bardziej pasuje mi przy
oglądaniu filmów w domowym zaciszu. Tak czy siak nie da się ukryć, że alkoholu
w literaturze nie brakuje. Piją/pili zarówno pisarze, jak i książkowi bohaterowie. Zresztą Kac wspomniał
nawet o Literackim almanachu alkoholowym,
czyli prawdziwym kompendium wiedzy na temat „procentowych” upodobań pisarzy
oraz wykreowanych przez nich bohaterów literackich.
