Proza
życia potrafi zaskoczyć. Czasem jawa miesza się ze snem i nie mamy pewności, co
zdarzyło się naprawdę, a co jest zwykłym urojeniem. O Murakamim mówi się, że to
pisarz, który potrafi wyłonić z życia wszystkie jego absurdy i szaleństwa. Żeby
się przekonać, czy to prawda, sięgnęłam po jego – ponoć – najlepszą książkę,
czyli Kronikę ptaka nakręcacza.
![]() |
Haruki
Murakami Kronika ptaka nakręcacza,
tłumaczenie:
Anna Zielińska-Elliot,
tytuł
oryginalny: ねじまき鳥クロニクル
Nejimaki-dori
kuronikuru, stron 672,
Warszawskie
Wydawnictwo Literackie Muza SA, 2013
|
Bohater utworu, Tōru Okada, to taki filozof o naturze
melancholika. Lubi cytrynowe dropsy, muzykę klasyczną, czytanie i gotowanie. Z
dnia na dzień rzuca pracę w kancelarii prawniczej, gdzie pełnił rolę chłopca na
posyłki. Odtąd zajmuje się prowadzeniem domu, w którym żyje z żoną Kumiko,
redaktorką magazynu o zdrowej żywności. Wkrótce w życiu bohatera zachodzi wiele
niespodziewanych zmian – znika ukochany kot, zaś niedługo potem także i Kumiko.
Do Tōru wydzwania też kobieta z dwuznacznymi propozycjami, a on sam zaczyna się
miotać pomiędzy rzeczywistością a innym, dziwnym światem. Trafia do ogrodu domu
wisielców, gdzie medytuje w wyschniętej studni, nawiązuje znajomość z
kobietą-medium noszącą czerwony kapelusz z plastiku oraz jej siostrą,
skrzywdzoną przez brata jego żony, wysłuchuje opowieści o okrucieństwach wojny
i liczy łysych z dziewczyną z sąsiedztwa – a to tylko nieliczne jego przygody. W
tle zaś skrzeczy ptak nakręcacz, który nakręca sprężynę świata i gdy przestanie,
świat runie.
Lubię Murakamiego – przeczytałam już kilka jego książek,
którymi niezmiennie się zachwycałam. Podejście do jego najlepszego utworu,
czyli właśnie Kroniki…, okazało się w
zasadzie sama nie wiem czym.
Trudno mi cokolwiek napisać o tej powieści. Z jednej
strony utwór jest mocno realistyczny i twardo stąpający po ziemi, a z drugiej
równie mocno nacechowany magią. Są tutaj ekscentryczne siostry noszące imiona
greckich wysp, tajemnicza i wyschnięta studnia pełniąca rolę przejścia pomiędzy
światami, „prostytutka świadomości”, Gałka i Cynamon, zamknięty pokój hotelowy czy
też dziwaczne znamię pojawiające się na twarzy bohatera. Poznajemy świat
przedstawiony z perspektywy Tōru, który lubi filozofować, medytować i dużo
myśleć. W zasadzie można to trochę traktować jako jego wady, ponieważ po
opuszczeniu przez żonę nie zajmuje się niczym innym, jak rozmyślaniem o
powodach rozstania oraz trwonieniem pieniędzy na życie. Wiele razy miałam
ochotę niemalże wejść do książki i trzasnąć tym gościem, żeby się otrząsnął i
wylazł ze świata urojeń.
Mnóstwo tu symboli czy odniesień do filozofii Wschodu i
popkultury, w tle słychać muzykę klasyczną i skrzeczenie tytułowego ptaka
nakręcacza. Jest dziwacznie i surrealistycznie. Przeszłość splata się z
teraźniejszością, okrucieństwa wojny mieszają się z życiem na prowincji. Realność
przeplata się z wydarzeniami sprawiającymi wrażenie wyjętych ze snu, a narracja
pierwszoosobowa pozwala czytelnikowi jedynie na poznanie interpretacji owych
zdarzeń przez Tōru. On sam w sumie też do końca nie wie, co jest rzeczywiste, a
co nie. Trzeba się trochę namęczyć nad lekturą – autor nie daje znać, jakie
wydarzenie jest z przeszłości, jawy czy snu. To trochę jak irracjonalny
labirynt, przez który trzeba przebrnąć. Wówczas spod tego wszystkiego wyziera –
moim zdaniem – opowieść o nieco zagubionym facecie, który nade wszystko chce
odzyskać ukochaną. Próbuje to zrobić, miotając się pomiędzy wyobrażeniami o
tym, dokąd udała się jego żona, co się z nią stało, dlaczego odeszła. Finał tej
historii? Mocno rozczarowujący, przynajmniej w mojej opinii.
Podsumowując,
Kronika ptaka nakręcacza nie jest
lekką lekturą. Jest dziwaczna, absurdalna oraz pełna filozoficznych odniesień,
okrucieństwa zdarzeń wojennych, prozy życia i ekscentrycznych postaci. To książka
wymagająca wysiłku umysłowego – po przebrnięciu przez swoisty labirynt
stworzony przez Murakamiego można docenić jego wyobraźnię, kunszt pisarski oraz
talent do wnikliwej obserwacji. To opowieść o podświadomości, zakamarkach
ludzkiej natury i absurdach samego życia. Wciąż się zastanawiam, ale chyba warto.
A ja nie przepadam za twórczością autora :(
OdpowiedzUsuńhttp://whothatgirl.blogspot.com
Szanuję! :)
Usuń