Kontrolować coś, mieć na coś wpływ, panować nad czymś – to dobre uczucie.
Niekiedy jednak trudno nam zapanować nad własnymi emocjami, wspomnieniami i
życiem. Chcemy mieć chociaż iluzję tego, że nad czymś panujemy. Tymczasem rzeczywistość
daje nam mocnego kopa i wyprowadza z tego błędu. Tak jak w najnowszym filmie
Xaviera Dolana, nagrodzonym na festiwalu w Cannes.
![]() |
|
kadr z filmu „To tylko
koniec świata [Just la fin du monde]”, reż. Xavier Dolan
|
Louis (Gaspard Ulliel) jest młodym i cenionym dramatopisarzem. Po
dwunastu latach nieobecności postanawia wrócić do rodzinnej miejscowości, aby
spotkać się z dawno niewidzianymi bliskimi. Ma zamiar powiedzieć im coś ważnego
– jest śmiertelnie chory i zostało mu kilka miesięcy życia. Chce ostatni raz
poczuć (lub mieć chociaż takie złudzenie), że kontroluje swoje życie. W domu
witają go nieco ekscentryczna matka, wybuchowy i sfrustrowany starszy brat,
wycofana i przestraszona bratowa, z którą nie miał okazji się poznać, oraz
młodsza siostra, którą pamięta jako małą dziewczynkę. W ciągu dnia wychodzą na
jaw skrywane emocje, pretensje, wyrzuty, rodzinne dramaty i rozterki każdego
członka rodziny. Atmosfera robi się coraz bardziej napięta i nerwowa, w
powietrzu wiszą niewypowiedziane słowa, wracają wspomnienia beztroskiego
dzieciństwa i młodości, które zderzają się z brutalną rzeczywistością.



