Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lutego 2019

„Złe wychowanie Cameron Post” reż. Desiree Akhavan – recenzja



Poznawanie własnej tożsamości seksualnej jest jednym z ważniejszych etapów dorastania młodego człowieka, rzutującym na jego dalsze życie. Czasem te poszukiwania sprowadzają gniew bliskich, zagubienie i rozdarcie. Amerykańsko-irańska reżyserka Desiree Akhavan porusza ten temat w filmie Złe wychowanie Cameron Post, produkcji nagrodzonej na festiwalu w Cannes. 
kadr z filmu „Złe wychowanie Cameron Post [The Miseducation of Cameron Post]”, reż. Desiree Akhavan
Lata 90., Montana. Cameron Post jest nastolatką, którą po śmierci rodziców wychowuje głęboko wierząca ciotka. Dziewczyna jest na etapie szukania swojej tożsamości i poznawania siebie samej. Niby uczęszcza do szkółki niedzielnej, ale zdaje się mieć wątpliwości. Podczas imprezy szkolnej zostaje przyłapana przez swojego chłopaka na seksie z najbliższą przyjaciółką w samochodzie. Zrozpaczeni krewni wysyłają Cameron do chrześcijańskiego ośrodka Boża Obietnica, gdzie ma zostać poddana tzw. terapii konwersyjnej i zostać „wyleczona” z homoseksualizmu. Cam poznaje na miejscu nieco nadgorliwą Erin oraz dwoje indywidualistów, Jane Fondę i Adama. Dziewczyna wraz z nim próbuje znaleźć swoje miejsce i nie zwariować w rzeczywistości.

piątek, 2 listopada 2018

„Pierwszy człowiek” reż. Damien Chazelle – recenzja


W przyszłym roku minie 50. rocznica kosmicznej wyprawy na Księżyc, w której wziął udział jeden z bohaterów ludzkości, Neil Armstrong. Nie ma chyba osoby, która by nie słyszała tego nazwiska. Niedawno na ekranach kin ukazała się filmowa biografia astronauty, a reżyserii podjął się Damien Chazelle. 
kadr z filmu „Pierwszy człowiek [First Man]”, reż. Damien Chazelle
Bohaterem filmu jest Neil Armstrong, znany z faktu, iż jako pierwszy człowiek w historii ludzkości postawił stopę na Księżycu. Fabuła skupia się na jego życiu w latach 1961-1969. Obserwujemy fragmenty jego codzienności, m.in. śmierć małej córeczki, z czym nigdy się nie pogodził, oraz początek kariery jako astronauty, przygotowania do misji w kosmos czy zmagania z samym sobą. Neilowi towarzyszą pogrzeby kolegów z zespołu, dorastający synowie i ambicja, która wciąż pcha go naprzód. Cierpi na tym jego rodzina i on sam. Poświęca wszystko w imię sukcesu pierwszej wyprawy kosmicznej na Srebrny Glob.

środa, 31 października 2018

„Księgarnia z marzeniami” reż. Isabel Coixet – recenzja


Mnóstwo jest filmów czy książek o spełnianiu marzeń. Nic dziwnego, bo temat jest bardzo nośny i lubiany. Zazwyczaj opowiadane historie kończą się szczęśliwie – w końcu kto chce słyszeć o bohaterze, któremu nie do końca się udaje? Jednak życie to nie bajka i nie wszystkim zawsze wychodzi. Tak jak w filmie Księgarnia z marzeniami, który jest adaptacją nagradzanej powieści autorstwa Penelope Fitzgerald. 
kadr z filmu „Księgarnia z marzeniami [The Bookshop]”, reż. Isabel Coixet
Niewielkie, senne miasteczko w Anglii w końcu lat 50. Florence Green jest wdową z szesnastoletnim stażem i ogromną miłośniczką książek. Kocha czytać, rozmawiać o książkach i dzielić się wrażeniami z lektury. Postanawia spełnić jedno ze swoich marzeń i otwiera własną księgarnię, jedyną we wsi położonej na wybrzeżu. Walczy z wilgocią w starym budynku, biurokracją, zimnem i niechęcią mieszkańców. Wkrótce jednak pierwszy książkowy sklep w okolicy zaczyna się podobać. Florence sprowadza dla swoich klientów światową literaturę, m.in. Nabokova i Bradbury’ego. Zdobywa też sympatię miejscowego miłośnika czytelnictwa, samotnego wdowca Edmunda Brundisha. Tymczasem nie wszystkim podoba się książkowe przedsięwzięcie – wpływowa generałowa Gamart staje na głowie, żeby uprzykrzyć życie i interes Florence. 

środa, 12 września 2018

„Mamma Mia! Here We Go Again” reż. Ol Palmer – recenzja


Dziesięć lat temu musical Mamma Mia! oparty na piosenkach ABBY podbił świat. Widzowie zakochali się w nowych aranżacjach znanych hitów oraz perypetiach Donny Sheridan i jej córki, która zaprasza trzech byłych facetów mamy, a zarazem swych potencjalnych ojców, na własny ślub. Zabawna opowieść okazała się niemałym sukcesem. W sierpniu tego roku do kin weszła kontynuacja musicalu z 2008 roku. Jak wyszło?
kadr z filmu „Mamma Mia! Here We Go Again”, reż. Ol Palmer
Po pięciu latach od wydarzeń z pierwszej części wracamy na piękną, grecką wyspę Kalokairi. Sophie, córka Donny, remontuje stary hotel należący do matki. Szykuje się na wielkie otwarcie miejsca, w którym osiedliła się jej matka po studiach. Co sprawiło, że śliczna i młoda dziewczyna postanowiła zostać na greckiej życie, by przeżyć tu najważniejszy okres swojego życia? Wraz z Sophie, przyjaciółkami Donny oraz jej byłymi partnerami cofamy się w czasie, by poznać przygody młodej i zwariowanej Donny Sheridan, która kończy studia, wyrusza w podróż, wdaje się w burzliwe romanse z trzema chłopakami i, gdy zachodzi w ciążę, postanawia zostać na wyspie i samotnie wychować córkę.

sobota, 8 września 2018

Jakub Małecki „Dygot” – recenzja



Czasem pewne zdarzenie wywiera wpływ na nasze całe życie. Ściga nas, dręczy, prześladuje. Jak koszmar, jak spełnienie najgorszych snów. Sprawia, że człowieka przejmuje wieczny dygot – ciarki, drżenie, wewnętrzne trzęsienie. Jedno zdarzenie, jeden wybór, piętno na całe życie, powracająca karma. I ciągłe wyrzuty sumienia, które potrafią zniszczyć życie. Tak jak w powieści Dygot autorstwa Jakuba Małeckiego. 
Jakub Małecki Dygot, stron 320,
Wydawnictwo Sine Qua Non, 2015
W książce poznajemy losy dwóch rodzin, Łabendowiczów i Geldów. Janek Łabendowicz odmawia pomocy pewnej Niemce, która przeklina jego dziecko. Wkrótce rodzi mu się chłopiec o białej skórze i czerwonych oczach. Jest dziwny, nietypowy, poniżany przez wiejską społeczność. W międzyczasie Bronka Geldę przeklina Cyganka. Gdy jego córeczka ma kilka lat, zostaje dotkliwie poparzona w wyniku wybuchu granatu. Na obie rodziny mają wpływ zarówno przepowiednie, jak i liczne zawirowania, własne lęki, obsesje i namiętności. Ich losy spaja związek dwojga odmieńców, introwertycznego albinosa i zakompleksionej dziewczyny z bliznami. W groteskowej i dusznej atmosferze polskiej, zabobonnej wsi, małych miasteczek, powojennej zawieruchy, szarej gierkowskiej rzeczywistości, ponurego stanu wojennego i współczesności obserwujemy historię kolejnych pokoleń dwóch złączonych dziwacznie rodzin aż do Sebastiana, syna Wiktora Łabendowicza i Emilki Geldy.

niedziela, 26 sierpnia 2018

„Zimna wojna” reż. Paweł Pawlikowski – recenzja


O Zimnej wojnie Pawlikowskiego słyszał już chyba każdy. Nic dziwnego – Złota Palma na festiwalu w Cannes, porównywania Tomasza Kota i Joanny Kulig do światowych gwiazd kina czy pełne zachwytów recenzje bezsprzecznie wskazują, iż najnowszy film reżysera zapisze się w historii polskiej kinematografii. O co tyle hałasu? Czy Zimna wojna jest rzeczywiście tak dobrym filmem, czy całe te opinie i pochlebstwa są mocno przesadzone?
kadr z filmu „Zimna wojna”, reż. Paweł Pawlikowski
Powojenna Polska. Gruzy, popiół i wielkie rany. Narzucana polityczna siła. W tych okolicznościach kompozytor Wiktor i choreografka Irena jeżdżą po kraju, chcąc stworzyć ludowy zespół pieśni i tańca, który miałby szerzyć polski folklor. Ich towarzyszem jest Lech Kaczmarek, należący do partii. Podczas przesłuchań pojawia się Zula, prosta dziewczyna ze wsi. Zula ma charyzmę, niezły głos, charakterek, ambicje, zadziorny uśmiech i mroczną przeszłość. Mówią, że zabiła ojca i ma wyrok w zawieszeniu. Mimo wszystko coś ciągnie do niej Wiktora, i to z wzajemnością. Między tą dwójką zakwita romans, który nie ma jednak nic wspólnego ze spokojnie rodzącym się uczuciem. To wieczna batalia, kłótnie, sceny zazdrości, obsesja, uzależnienie i mocno burzliwy związek, który rozgrywa się na przestrzeni kilkunastu lat.

piątek, 13 kwietnia 2018

„Do zakochania jeden krok” reż. Richard Loncraine – recenzja


Wprowadzenie zmian w życiu nie jest łatwe. Szczególnie, jeśli jest się przyzwyczajonym do luksusów – ma się piękny dom, wysoką pozycję społeczną i wieloletni staż w małżeństwie. Czasem jednak wszystko rozwala się jak domek z kart. Co wtedy? Jak zacząć życie od nowa, gdy jest się po sześćdziesiątce? Film Do zakochania jeden krok podpowiada, że można na przykład… zostać tańczącym seniorem. 
kadr z filmu „Do zakochania jeden krok [Finding Your Feet]”, reż. Richard Loncraine

Główną bohaterką filmu jest Sandra. Kobieta żyje w udanym małżeństwie od ponad trzydziestu lat, mieszka w eleganckim domu, bryluje na salonach i obraca się wśród towarzyskiej elity. Podczas wystawnego przyjęcia, odbywającego się z okazji nadania tytułu lordowskiego jej mężowi, przyłapuje małżonka na zdradzie. Okazuje się, że romans trwa od kilku lat. Całe jej życie trafia szlag, wszystko się wywraca, z dnia na dzień traci grunt pod nogami. Zdruzgotana i rozgoryczona Sandra postanawia przeprowadzić się do siostry, której nie widziała od dekady. Bif jest starsza od Sandry i stanowi jej totalne przeciwieństwo – używa życia, umawia się na randki, epatuje życzliwością, pogodą ducha i skromnością. Sandra, choć początkowo nie potrafi się odnaleźć w chaotycznym i niepoukładanym życiu siostry, z czasem znajduje z nią wspólny język. Odkrywa też nową pasję – dołącza do grupy tańczących emerytów. Czy ma też szansę na znalezienie nowej miłości?

niedziela, 25 lutego 2018

„The Disaster Artist” reż. James Franco – recenzja

Tommy Wiseau to postać legendarna w kinowym świecie. Nikt nie wie, skąd pochodzi, ile ma lat ani jak zdobył pieniądze. Wiadomo tylko, że jest autorem najgorszego filmu w historii, czyli kultowego The Room. Jakim cudem ta produkcja zyskała miano legendy? Odpowiedź na to pytanie próbuje znaleźć James Franco w filmowej biografii słynnego ekscentryka.
kadr z filmu „The Disaster Artist”, reż. James Franco
Poznajemy historię dwóch facetów, którzy marzą o podbiciu Hollywood. Tommy i Greg spotykają się na zajęciach aktorskich. Nieśmiałemu Gregowi imponuje odważny i ekscentryczny Tommy, który nie waha się uwalniać emocji na scenie i chodzić własnymi ścieżkami. Choć dzieli ich praktycznie wszystko, zaprzyjaźniają się. Wkrótce wyruszają do Los Angeles, żeby spełnić swoje marzenia. Tam jednak czekają ich upokorzenia – Greg ma teoretycznie więcej szczęścia, bo dostaje się do dobrej agencji, lecz nie łapie angażu; Tommy wraz ze swoim wyglądem, akcentem i wiekiem ma zdecydowanie większego pecha. Kopani w tyłki raz po raz przez Hollywood, postanawiają utrzeć mu nosa. Tommy decyduje się napisać własny scenariusz, samodzielnie nakręcić film na jego podstawie oraz obsadzić w głównych rolach siebie i przyjaciela. No bo skoro Mattowi Damonowi i Benowi Affleckowi udało się z Buntownikiem z wyboru, to czemu jemu i Gregowi nie miałoby się udać z The Room?

niedziela, 11 lutego 2018

„The Florida Project” reż. Sean Baker – recenzja


Pastele, tęcza, zabawa, lody i upalne lato w parku rozrywki. Czy to nie brzmi jak wakacje idealne? A może pomysł na film? Dodajmy do tego słoneczną Florydę, obsadę złożoną prawie w całości z amatorów oraz reżysera lubiącego eksperymentować. Efektem będzie The Florida Project, najnowsze dzieło Seana Bakera. 
kadr z filmu „The Florida Project”, reż. Sean Baker
Moonee ma sześć lat. Jest małą rozrabiarą, która wraz z kumplami uprzykrza życie mieszkańcom tanich moteli niedaleko Disneylandu. Sama mieszka w jednym z nich wraz z mamą, zbuntowaną Halley. Dziewczyna próbuje poukładać życie swoje i dziecka, podejmując coraz to bardziej ryzykowne kroki, aby opłacić pokój na kolejny tydzień. Moonee nie jest świadoma poświęcenia mamy, spędzając beztroskie dni na zabawie, bieganiu i odkrywaniu zakamarków malowniczej okolicy. A jest co zwiedzać – motele są kolorowe, otoczenie pełne zieleni i aż czekające na przybycie małej rozrabiaki. Zza horyzontu wychyla się Disneyland, nadając miejscu bajkowej scenerii. Tutaj wyobraźnia nie zna granic, są wakacje, czas beztroski. Pod tą fasadą kryje się jednak szara rzeczywistość.
Jestem wprost zachwycona filmem. Pastelowe kolory, bajkowa otoczka dodatkowo spotęgowana przez położony niedaleko miejsca akcji Disneyland, fantastyczne nazwy moteli (Kraina Przyszłości czy Magiczny Zamek) – tutaj szaleje spuszczona ze smyczy wyobraźnia dzieci. To właśnie z punktu widzenia dzieciaków toczy się ten film. Widz ogląda ją jakby z ukrytej kamery, bo odgrywane scenki są niesamowicie naturalne. Z tego powodu produkcja przypomina dokument – również dzięki ujęciom czy ustawieniu kamery.
Ale co za dużo lukru i pasteli, to niezdrowo. Właściwa fabuła jest dla The Florida Project drugorzędna, objawia się właściwie przypadkiem. Gdzieś poza zabawnymi scenkami z Moonee i jej koleżkami uprzykrzającymi życie gościom moteli wyłania się dramat jej mamy, Halley. Wytatuowana, pyskata  i niepokorna dziewczyna przypominająca raczej wulgarną starszą siostrę, niż matkę, chwyta się dorywczych prac, by móc opłacić pokój i umożliwić córeczce wakacje życia. Widz jest świadkiem upadku jej „american dream” – film jest poniekąd symbolicznym obrazem Ameryki. Choć dzieci nie dostrzegają tych dorosłych dramatów, same stają się ich ofiarami.
Podsumowując, The Florida Project jest filmem niezwykle odważnym i niesztampowym. Sean Baker nie uderza widzom w twarz patologią, lecz przykrywa ją pastelową otoczką. Nie ucieka od trudnych tematów, ale podaje je jakoś bardziej znośnie. W efekcie jego film wzrusza, zmusza do refleksji, skłania do przemyśleń i w pewien sposób odrywa od rzeczywistości. Śmiało mogę powiedzieć, że The Florida Project to jeden z najciekawszych filmów ubiegłego roku. I szczerze polecam go każdemu.

piątek, 26 stycznia 2018

„Funny Games” reż. Michael Haneke – recenzja


Przemoc jest zła, to jasne jak słońce. Mimo to kultura popularna wcale przed nią nie ucieka. Oglądamy brutalne filmy i seriale, czytamy książki pełne okrucieństwa. Dlaczego? Czemu tak lubimy oglądać i czytać sceny pełne brutalności? Reżyser Michael Haneke bezbłędnie przeanalizował to zjawisko w swojej produkcji o wymownym tytule Funny Games.
kadr z filmu „Funny Games”, reż. Michael Haneke
Bohaterami filmu jest małżeństwo z dzieckiem. Georg senior, Anna oraz Georg junior udają się na wczasy do swojego domu letniskowego nad jeziorem. Planują żeglować na jachcie, odpocząć z przyjaciółmi i zwyczajnie pobyć ze sobą. Coś jednak jest ewidentnie nie tak – ich sąsiedzi i przyjaciele zarazem zachowują się dosyć dziwnie, w dodatku nigdzie nie ma ich córki. Wkrótce także i u naszych bohaterów zaczyna dziać się coś niepokojącego. Do ich domku puka młody chłopak, proszący o pożyczenie jajek. Białe rękawiczki na dłoniach, natarczywe rozglądanie się oraz dziwne zachowanie młodzieńca bynajmniej nie poprawiają atmosfery. Kiedy do domu wkracza jego przyjaciel, obydwaj ujawniają swoją prawdziwą twarz – bezlitosnych psychopatów, którzy zamierzają zagrać w okrutną grę ze swymi ofiarami… oraz widzami, którzy oglądają ten spektakl.

poniedziałek, 6 listopada 2017

„Twój Vincent” reż. Dorota Kobiela, Hugh Welchman – recenzja


Mało kiedy udaje się stworzyć film, który w pełni zasługuje na miano obrazu. Polsko-brytyjskiemu duetowi reżyserskiemu ta sztuka udała się wyśmienicie. Ich wspólne dzieło Twój Vincent to spełnienie marzeń wielbicieli i twórców animacji oraz jedna z najbardziej wyjątkowych produkcji ostatnich lat.
kadr z filmu „Twój Vincent [Loving Vincent]”, reż. Dorota Kobiela, Hugh Welchman
Oś fabularną filmu stanowi biografia malarza Vincenta van Gogha. Akcja dzieje się rok po zagadkowej śmierci artysty, wokół której wybuchł skandal. Ponoć Vincent postrzelił się podczas malowania w plenerze, a w małym miasteczku uznano go za wariata. Armand Roulin, syn jego bliskiego przyjaciela, wyrusza w podróż, aby dostarczyć rodzinie zmarłego jego ostatni list. W trakcie wyprawy poznaje ludzi, którzy towarzyszyli malarzowi podczas pobytu w Auvers. Z początku sceptycznie nastawiony do samego Vincenta oraz perspektywy przekazania listu, z czasem Armand postanawia dowiedzieć się czegoś więcej zarówno o jego śmierci, jak i nim samym. Rozpytując miejscowych, przeprowadza prywatne śledztwo na temat feralnego dnia oraz próbuje odtworzyć ostatnie tygodnie życia Vincenta. Z jego poszukiwań wyłania się obraz człowieka, który nie jest wariatem, lecz osobą nieszczęśliwą i smutną.

czwartek, 22 czerwca 2017

„Król Artur: Legenda miecza” reż. Guy Ritchie – recenzja


Znane i popularne legendy o wielkich władcach i ich równie wielkich czynach to temat wielokrotnie wałkowany i przerabiany przez kulturę. Nie inaczej jest z mitem arturiańskim – na przestrzeni lat pojawiło się wiele interpretacji tej historii, bardziej lub mniej trzymających się oryginału. Najnowsza propozycja Guya Ritchiego, znanego przede wszystkim z nowego podejścia do postaci Sherlocka Holmesa, z pewnością należy do tej drugiej kategorii.
kadr z filmu "Król Artur: Legenda miecza [King Arthur: Legend of the Sword]", reż. Guy Ritchie
Oto świat, w którym magia i miecz rządzą się swoimi prawami. Między magami a zwykłymi ludźmi panował jednak pokój – do momentu, gdy zły mag Mordred postanawia podporządkować sobie wszystkich. Camelot jest ostatnią opierającą się twierdzą. Podczas bitwy zamku broni władca, Uther Pendragon. Zostaje jednak zdradzony przez własnego brata, który przejmuje tron i królestwo. Tymczasem z życiem uchodzi syn Uthera, Artur. Chłopak dorasta w burdelu, do którego trafia po rzezi na Camelocie, prowadzi życie zabijaki i złodziejaszka oraz uczy się walki na pięści. Nie jest świadomy ciążącego na nim dziedzictwa. Wkrótce trafia jednak na królewski zamek, gdzie wyjmuje ze skały legendarny, magiczny miecz Excalibur. Gdy dociera do niego, kim naprawdę jest, wraz z pomocą dawnych przyjaciół ojca i tajemniczej czarodziejki postanawia odzyskać ojcowską koronę.

środa, 29 marca 2017

„Gniazdo ryjówek” reż. Juanfer Andrés, Esteban Roel – recenzja



Ryjówki to małe ssaki z wyglądu przypominające myszy. Są ruchliwe, mięsożerne lub owadożerne, prowadzą zazwyczaj nocny tryb życia. Ślina niektórych gatunków może zawierać jad. Żyją i polują w obrębie określonego terytorium, rzadko je opuszczając, a inne ryjówki traktują bardzo niechętnie. To do tych stworzonek zostają porównane (wcale nie bez powodu) dwie bohaterki Gniazda ryjówek, pełnometrażowego debiutu reżyserskiego Juanfera Andrésa i Estebana Roela.

Kadr z filmu „Gniazdo ryjówek [Musarañas]”, reż. Juanfer Andrés, Esteban Roel
Lata 50. ubiegłego wieku, Hiszpania. Montse, chora na agorafobię ceniona krawcowa konfekcji damskiej, od lat przeżywa żałobę po rodzicach. Żyje zamknięta w ponurym mieszkaniu wraz z siostrą, którą wychowuje w surowej dyscyplinie i dewocji, nie stroniąc od kar cielesnych i wiary zahaczającej o fanatyzm. Młoda dziewczyna pragnie zaś wyrwać się spod wpływu i nieustannej kontroli Monste. Ta przez swoją chorobę nie opuszcza mieszkania, żyjąc w ciągłym i panicznym strachu, powracają do niej demony przeszłości. Sytuacja sióstr zmienia się nagle, gdy przystojny sąsiad, Carlos, po upadku ze schodów puka do drzwi Monste i prosi ją o pomoc. Krawcowa przyjmuje mężczyznę pod swój dach, opiekuje się nim i przy okazji zakochuje bez pamięci. Dla samotnej i okaleczonej emocjonalnie kobiety to uczucie okaże się zgubne – Monste stopniowo popada w obsesję, aby zatrzymać Carlosa przy sobie i odseparować go od świata.

poniedziałek, 27 marca 2017

„To tylko koniec świata” reż. Xavier Dolan – recenzja



Kontrolować coś, mieć na coś wpływ, panować nad czymś – to dobre uczucie. Niekiedy jednak trudno nam zapanować nad własnymi emocjami, wspomnieniami i życiem. Chcemy mieć chociaż iluzję tego, że nad czymś panujemy. Tymczasem rzeczywistość daje nam mocnego kopa i wyprowadza z tego błędu. Tak jak w najnowszym filmie Xaviera Dolana, nagrodzonym na festiwalu w Cannes.

kadr z filmu „To tylko koniec świata [Just la fin du monde]”, reż. Xavier Dolan

Louis (Gaspard Ulliel) jest młodym i cenionym dramatopisarzem. Po dwunastu latach nieobecności postanawia wrócić do rodzinnej miejscowości, aby spotkać się z dawno niewidzianymi bliskimi. Ma zamiar powiedzieć im coś ważnego – jest śmiertelnie chory i zostało mu kilka miesięcy życia. Chce ostatni raz poczuć (lub mieć chociaż takie złudzenie), że kontroluje swoje życie. W domu witają go nieco ekscentryczna matka, wybuchowy i sfrustrowany starszy brat, wycofana i przestraszona bratowa, z którą nie miał okazji się poznać, oraz młodsza siostra, którą pamięta jako małą dziewczynkę. W ciągu dnia wychodzą na jaw skrywane emocje, pretensje, wyrzuty, rodzinne dramaty i rozterki każdego członka rodziny. Atmosfera robi się coraz bardziej napięta i nerwowa, w powietrzu wiszą niewypowiedziane słowa, wracają wspomnienia beztroskiego dzieciństwa i młodości, które zderzają się z brutalną rzeczywistością.

wtorek, 28 lutego 2017

„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” reż. Paolo Genovese – recenzja





Żyjemy w czasach, gdy telefony wiele nam ułatwiają. Dzięki postępowi technologicznemu za pomocą smartfonów i iphone’ów sprawdzamy pogodę i rozkład jazdy autobusów, piszemy wypracowania, listy zakupów, obliczamy kalorie i dni płodne, mierzymy kroki, łapiemy pokemony i robimy pierdyliard innych, niekoniecznie potrzebnych rzeczy, a także – co chyba najważniejsze – zdajemy relację ze swojego życia w social mediach. Z jednej strony czynimy je publicznym, zaś z drugiej kryjemy w telefonach tajemnice, których nie chcemy ujawnić. To nasze czarne skrzynki, do których dostęp mamy tylko my. Co by było, gdyby jednak zacząć ujawniać po kolei sekrety, jakie skrywają o nas nasze smartfony? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w filmie Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie.

Kadr z filmu „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie [Perfetti sconosciuti]”, reż. Paolo Genovese

Bohaterowie filmu to grupa znajomych, dojrzałych i ustatkowanych (w większości) ludzi po trzydziestce, którzy spotykają się na wspólnej kolacji. Każdy z nich ma swoje problemy i sekrety. Gospodarze, terapeutka Eva i chirurg Rocco, próbują wychować buntującą się nastoletnią córkę i ratować swoje podupadające małżeństwo. Lece i Carlotta, znudzeni codzienną rutyną i sobą nawzajem, szukają czegoś poza własnymi ramionami. Z kolei Bianca i Cosimo od niedawna są małżeństwem, więc stąpają lekko ponad ziemią. Peppe przybywa na spotkanie sam, ponieważ jego ukochaną zatrzymało w domu przeziębienie. Wieczór w miłym towarzystwie upływa przyjemnie, niewinnie, w luźnej atmosferze. Wszystko zmienia się, gdy Eva proponuje ryzykowną grę – wszyscy mają położyć telefony na stole i od tej pory wszystkie wiadomości mają być jawne, a rozmowy prowadzone w trybie głośnomówiącym. Z pozoru niewinna zabawa uruchamia lawinę wydarzeń i sekretów, po których nic nie będzie takie samo.

poniedziałek, 30 maja 2016

„Embers” reż. Claire Carré – recenzja

Motyw antyutopijnego, postapokaliptycznego świata to znany schemat, po który kino chętnie sięga. Twórcy filmowi pokazują próby odbudowania zgliszcz zrujnowanego świata (zazwyczaj w wyniku wojny lub katastrofy) oraz resztek pozostałego przy życiu społeczeństwa. W tego typu produkcjach zazwyczaj nie brak wybuchów, brutalności i ponurych scenerii obrazujących zagładę, walki niedobitków ludzkości o przetrwanie – często z obcymi cywilizacjami lub robotami (w zależności od pomysłu). Temat dotkniętego zagładą świata zupełnie inaczej pokazała Claire Carré w polsko-francuskiej produkcji Embers
kadr z filmu „Embers”, reż. Claire Carré
    W filmie śledzimy kilka dziejących się równolegle historii. W pierwszej z nich para młodych ludzi budzi się w opuszczonym domu. Nie pamiętają, jak się tu znaleźli, co się wydarzyło, nie potrafią przypomnieć sobie nawet własnych imion. Kierując się intuicją, że łączy ich uczucie oraz faktem, iż oboje noszą identyczne bransoletki, zaczynają zachowywać się jak para. Bohaterem drugiej opowieści jest chłopiec samotnie błąkający się po opuszczonym mieście. Jest niemową, a jedyne, czego szuka, to opieka i troska kogoś dorosłego. Z początku opiekuje się nim przypadkowo poznany starszy człowiek, lecz wkrótce ginie on z rąk młodego i agresywnego mężczyzny, który przemocą zdobywa wszystko to, co potrzebne mu do przetrwania. Dziecko wyrusza zatem w drogę szukając nowego opiekuna i schronienia. Jedno i drugie znajduje u profesora mieszkającego poza miastem. Ostatnią bohaterką filmu jest dziewczyna, która wraz z ojcem żyje w podziemnym i nowoczesnym bunkrze. Tych wszystkich ludzi łączy jedno – żyją w świecie, w którym tajemnicza epidemia spowodowała masową utratę pamięci wśród ludzkości.