Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 stycznia 2019

Dan Wells „Nie jestem seryjnym mordercą” – recenzja



Jak działa umysł socjopaty? Jak postrzega on świat? Dlaczego fascynują nas zdegenerowane umysły? Co takiego jest w psychopatach, że dla niektórych są pociągający i ciekawi? Co motywuje seryjnych morderców, aby popełniali kolejne, makabryczne zbrodnie? Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się nad odpowiedziami na te pytania, Dan Wells i jego debiutancka powieść Nie jestem seryjnym mordercą spieszy z pomocą.
Dan Wells Nie jestem seryjnym
 mordercą, tytuł oryginalny:
I Am Not a Serial Killer,
tłumaczenie: Maria Makuch,
stron 256, Wydawnictwo
Znak Emotikon, 2012
John Cleaver ma piętnaście lat i nie jest zwyczajnym nastolatkiem. Mieszka nad domem pogrzebowym na obrzeżach miasta, fascynuje się martwymi ciałami i seryjnymi mordercami, cierpi na zaburzenia psychiczne, jest odludkiem. W dzieciństwie lubił znęcać się nad zwierzętami, uwielbia widok płonącego ognia i często wyobraża sobie morderstwa, które… mógłby popełnić. Bo w zasadzie mógłby być mordercą. Stara się powstrzymywać swoje przerażające skłonności i stosować narzucone sobie zasady, aby przynajmniej próbować żyć normalnie i nie wypuszczać na wolność drzemiącego w nim „Pana Potwora”. Tymczasem miasteczkiem Clayton wstrząsa fala makabrycznych zbrodni. Młody socjopata wpada w zachwyt i obsesję – postanawia wytropić seryjnego mordercę i zrozumieć, dlaczego zabija w taki właśnie sposób.

czwartek, 3 stycznia 2019

Stephen King „Cmętarz zwieżąt” – recenzja



Śmierć jest nieodłącznym elementem życia. Czasem jednak trudno pogodzić się z odejściem kogoś bliskiego. Ile byś dał, żeby znów go odzyskać? Jaką cenę byś zapłacił, by zdusić tęsknotę i poradzić sobie z żałobą? Te i inne pytania stawia Stephen King w powieści Cmętarz zwieżąt.
Stephen King Cmętarz zwieżąt,
tytuł oryginalny: Pet sematary,
tłumaczenie: Paulina Brajter,
stron 528, Wydawnictwo
Prószyński i S-ka, 2012
Głównym bohaterem książki jest Louis Creed, który wraz z żoną Rachel i dwójką dzieci, Ellie i Gage’m, przeprowadza się z Chicago do wiejskiego miasteczka Ludlow. On otrzymuje pracę jako lekarz w przychodni, ona zostaje w domu z dziećmi. Okolica jest piękna, zalesiona i zielona, choć mieszkają przy ruchliwej ulicy, którą raz po raz przejeżdżają z hukiem ciężarówki. Za domem Creedów znajduje się ścieżka prowadząca w głąb lasu. Tam, w sercu głuszy, dziecięce rączki wzniosły liczne nagrobki dla zmarłych pupili, przez co to miejsce zwie się „cmętarzem zwieżąt”. Nieco dalej jest mroczniejsza część cmentarzyska, która kryje wielką moc, jednak nieliczni wiedzą o jej istnieniu. Wkrótce w życiu rodziny rozegrają się tragiczne i brzemienne w skutkach wydarzenia, które zbudzą tajemnicze i mroczne moce.

wtorek, 23 października 2018

Katarzyna Berenika Miszczuk „Druga szansa” – recenzja



Lubię horrory. Lubię ten dreszczyk niepokoju, kiedy wczytuję się w historię pełną tajemnicy i grozy. Wciągam się w to, choć wiem, że jest to tylko fikcja. Czuję potem lęk i niepokój, jestem nieswoja. Cóż poradzę, że mimo to zaczytuję się w „strasznej” literaturze? Nic dziwnego, że Druga szansa autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk wpadła w moje ręce.
Katarzyna Berenika Miszczuk
 Druga szansa, stron 352,
Grupa Wydawnicza Foksal/
Wydawnictwo Uroboros, 2013
Młoda dziewczyna imieniem Julia budzi się w sali szpitalnej. Jest osłabiona, przerażona i nie potrafi sobie przypomnieć, jak się tu znalazła. Co więcej, nie pamięta, jak się nazywa, jak wygląda ani kim jest. Wkrótce odwiedza ją lekarka, Zofia Morulska. Terapeutka, jak przedstawia się dziewczynie kobieta, informuje ją, że cała jej rodzina zginęła w pożarze, a tylko ona ocalała. Dowiaduje się również, że przebywa w ośrodku psychiatrycznym „Druga Szansa”. Tutaj ma dojść do siebie po traumatycznych przeżyciach i odzyskać utracone wspomnienia. Tymczasem podczas sesji z Morulską Julia za nic nie potrafi sobie przypomnieć tego, o czym mówi jej lekarka – pamięta swoje życie, ale zupełnie inaczej. Dziewczyna zaczyna też widzieć zjawy i słyszeć tajemnicze szepty. Jest coraz bardziej przerażona – nie potrafi zaufać samej sobie. Niepokojące wnętrza szpitala, szaleństwo w jego murach oraz kraczące za oknami kruki wcale jej w tym nie pomagają…
Szpital psychiatryczny, przywidzenia, omamy, problemy z pamięcią – znamy te motywy nie od dziś i nie od wczoraj. Nie znaczy to jednak, że z tych oklepanych (wydawałoby się) pomysłów nie da się uszczknąć czegoś nowego i świeżego. Druga szansa zdecydowanie należy do tych pozycji książkowych, którym się to udało.
Książkę czyta się naprawdę rewelacyjnie. Język pisania jest prosty, ale to nie przeszkadza w uruchomieniu wyobraźni. Bez trudu widziałam białe i sterylne korytarze, upiornych sanitariuszy, szalonych podopiecznych czy wielkie kruki prześladujące bohaterkę. Niby nie ma tu nic odkrywczego – ot, pacjentka szpitala psychiatrycznego rodem z filmów grozy – ale wiele razy autorka robi czytelnikowi psikusa i wytrąca go z przyzwyczajenia do schematów (choć sama też z nich korzysta, co robi jednak w umiejętny sposób). Zwroty akcji są częste i zaskakujące, co tylko uatrakcyjnia lekturę. Akcja dzieje się szybko, fabuła rozwija się ze strony na stronę, a niepokojąca atmosfera gęstnieje z każdą chwilą.
Polubiłam też bohaterów. Oprócz Julki jedynymi młodymi osobami w ośrodku są Adam, Iza i Paweł – przedstawieni zostali dość schematycznie, zwłaszcza ostatnia dwójka, ale jakoś nie przeszkadza to w odbiorze. Moje serducho skradł niepokorny Adam, który nie dość, że przejawia jawne zainteresowanie Julką, to jeszcze jest bezczelny, niejednoznaczny i skryty. Osobowości postaci nie są zbyt złożone, nie mamy za bardzo szansy ich poznać, ale mimo to Miszczuk tak nimi kieruje, że chwilami można mieć wątpliwości, kto tu gra do jakiej bramki.
Druga szansa jest moim kolejnym spotkaniem z pisarstwem Katarzyny Bereniki Miszczuk – i na pewno nie ostatnim. Powieść czyta się rewelacyjnie, działa na wyobraźnię, z bohaterami można się utożsamić, język jest łatwy i codzienny, a do tego niezła intryga i niebanalne zakończenie – czego chcieć więcej? Więcej takich książek. Polecam nie tylko miłośnikom literatury grozy. 

środa, 8 sierpnia 2018

„Thelma” reż. Joachim Trier – recenzja


Surowe wychowanie z reguły tłumi pragnienia i emocje, które tkwią w każdym człowieku. Kiedy po raz pierwszy w życiu udaje się wyfrunąć z rodzinnego gniazdka, także i kontrola maleje. Coś, co było przez lata skrywane głęboko w głowie i ciele, w końcu wyzwala się na wolność. Czasem jest to oczyszczeniem, czasem kończy się katastrofą. Obie z tych opcji pasują do historii tytułowej bohaterki najnowszego filmu norweskiego reżysera, Joachima Triera. 
kadr z filmu „Thelma”, reż. Joachim Trier
Thelma to młoda dziewczyna, która wyjeżdża na studia do Oslo, by rozpocząć samodzielne życie z dala od rodziny. Poddana ciągłej kontroli bardzo religijnych rodziców (co wieczór spowiada się ojcu przez telefon praktycznie ze wszystkiego), osamotniona i zamknięta w sobie nie ma żadnych znajomych. Pewnego dnia w czytelni dostaje nagle dziwnego ataku. Świadkiem zdarzenia jest Anja, z którą Thelma nawiązuje znajomość. Z czasem poznaje smak studenckich imprez i wolności, powoli wnika w świat swoich rówieśników. Równocześnie przeżywa fascynację Anją, co szybko przeistacza się w romans. Wychodzi także na jaw, że podczas stresu i pobudzenia Thelma doznaje ataków epilepsji, które wyzwalają jej niezwykłą moc pozwalającą zmieniać rzeczywistość i naginać prawa fizyki.

czwartek, 21 września 2017

„Mięso” reż. Julia Ducournau – recenzja

Mocny body-horror, kontrowersyjny i obrzydliwy, łamiący tabu film o budzącej się seksualności, dramat o dojrzewaniu i rodzinie, niepokojąco erotyczny, wyuzdany i pełen przemocy, szokujący, głupi i prowokujący – to tylko niektóre z opinii, jakie można przeczytać o jednym z najgłośniejszych horrorów ostatnich miesięcy. Mowa o filmie Raw, który u nas przetłumaczono jako Mięso. Debiutancki obraz Julii Ducournau 22 września wchodzi na ekrany polskich kin.
kadr z filmu „Mięso [Raw]”, reż. Julia Ducournau
Bohaterką filmu jest nieśmiała Justine, która pochodzi z szanowanej rodziny weterynarzy. Podobnie jak jej nadopiekuńczy rodzice, Justine jest zdeklarowaną wegetarianką. Dziewczyna zaczyna właśnie studia weterynaryjne, wyprowadza się z domu i zamieszkuje w akademiku. Tam kosztuje studenckich przyjemności, imprez, alkoholu i wolności. Do tego dochodzą trudne relacje z siostrą, nauka oraz bolesne początki studiowania w odseparowanej od świata uczelni. Wszystko zmienia się, kiedy podczas tradycyjnych otrzęsin Justine zostaje zmuszona do spróbowania surowego mięsa królika. To z pozoru błahe wydarzenie sprawia, że bohaterka przechodzi przemianę z nieśmiałej i zahukanej osóbki w agresywną i niebezpieczną smakoszkę najpierw zwierzęcego, a potem ludzkiego mięsa.

środa, 29 marca 2017

„Gniazdo ryjówek” reż. Juanfer Andrés, Esteban Roel – recenzja



Ryjówki to małe ssaki z wyglądu przypominające myszy. Są ruchliwe, mięsożerne lub owadożerne, prowadzą zazwyczaj nocny tryb życia. Ślina niektórych gatunków może zawierać jad. Żyją i polują w obrębie określonego terytorium, rzadko je opuszczając, a inne ryjówki traktują bardzo niechętnie. To do tych stworzonek zostają porównane (wcale nie bez powodu) dwie bohaterki Gniazda ryjówek, pełnometrażowego debiutu reżyserskiego Juanfera Andrésa i Estebana Roela.

Kadr z filmu „Gniazdo ryjówek [Musarañas]”, reż. Juanfer Andrés, Esteban Roel
Lata 50. ubiegłego wieku, Hiszpania. Montse, chora na agorafobię ceniona krawcowa konfekcji damskiej, od lat przeżywa żałobę po rodzicach. Żyje zamknięta w ponurym mieszkaniu wraz z siostrą, którą wychowuje w surowej dyscyplinie i dewocji, nie stroniąc od kar cielesnych i wiary zahaczającej o fanatyzm. Młoda dziewczyna pragnie zaś wyrwać się spod wpływu i nieustannej kontroli Monste. Ta przez swoją chorobę nie opuszcza mieszkania, żyjąc w ciągłym i panicznym strachu, powracają do niej demony przeszłości. Sytuacja sióstr zmienia się nagle, gdy przystojny sąsiad, Carlos, po upadku ze schodów puka do drzwi Monste i prosi ją o pomoc. Krawcowa przyjmuje mężczyznę pod swój dach, opiekuje się nim i przy okazji zakochuje bez pamięci. Dla samotnej i okaleczonej emocjonalnie kobiety to uczucie okaże się zgubne – Monste stopniowo popada w obsesję, aby zatrzymać Carlosa przy sobie i odseparować go od świata.

wtorek, 29 listopada 2016

„Lament” reż. Na Hong-jin – recenzja



Azjatyckie kino grozy ma spore grono fanów na całym świecie – straszy, czaruje i zaskakuje kolejne pokolenia widzów. Przenika do naszej popkultury niekiedy za sprawą amerykańskich adaptacji dalekowschodnich horrorów czy thrillerów, a obecne w większości z nich charakterystyczne postaci długowłosych, kobiecych demonów na stałe zakorzeniły się w naszej świadomości. Ludowe wierzenia w bóstwa i demony są silną podstawą azjatyckiej kinematografii z dreszczykiem, czego przykładem może być najnowszy film Na Hong-jina, czyli prezentowany na tegorocznym festiwalu w Cannes Lament.
kadr z filmu "Lament [The Wailing]", reż. Na Hong-jin

Rzecz dzieje się gdzieś na koreańskiej prowincji. W cichym i malowniczym miasteczku ukrytym pomiędzy lasami dochodzi do serii tajemniczych i brutalnych zgonów, być może morderstw, a wkrótce część mieszkańców zaczyna zdradzać objawy dziwnej, prowadzącej do szaleństwa choroby. Fajtłapowaty i ospały policjant prowadzący dochodzenie, którego służba do tej pory sprowadzała się do wysiadywania z kolegą na komisariacie i leniwego patrolowania okolicy, nigdy nie miał do czynienia z podobną sprawą. Tymczasem skomplikowane śledztwo będzie wymagało sporej uwagi od protagonisty, ponieważ wkrótce również jego ukochana córeczka zaczyna zdradzać symptomy opętania. Sprawa zatacza coraz szersze kręgi, trup ściele się gęsto, podejrzenia padają na starego Japończyka mieszkającego w lesie, a w grę zaczynają wchodzić potężne moce oraz wiara w bóstwa i demony.

poniedziałek, 5 września 2016

„Kobieta w czerni” reż. James Watkins – recenzja

Śmierć to najgorszy horror, z jakim możemy się spotkać. Nic nie równa się z cierpieniem, jakie towarzyszy człowiekowi przy utracie kogoś bliskiego. Jest ból, złość, niedowierzanie i niemożność pogodzenia się z tym, kogo nam zabrano. O tym prawdziwym dramacie opowiada film Jamesa Watkinsa Kobieta w czerni, w którym główną rolę zagrał Daniel Radcliffe. 
kadr z filmu Kobieta w czerni [The Woman in Black]”, reż. James Watkins
Akcja filmu rozgrywa się na początku XX wieku. Głównym bohaterem jest niedawno owdowiały młody prawnik Arthur Kipps; przyjeżdża on do małej wioski w celu załatwienia formalności dotyczących rezydencji, której właścicielka zmarła. Mieszkańcy niewielkiej wsi nie są zbyt przyjaźnie nastawieni do przybysza i robią wszystko, żeby uprzykrzyć mu pobyt i zmusić do powrotu do Londynu. Jedyną osobą, która wyciąga pomocną dłoń do Arthura, jest arystokrata Samuel Daily, ciężko doświadczony przez życie. Jednak i on nie chce wyjawić Kippsowi sekretu, jaki kryje mroczne domostwo na Węgorzowych Moczarach ani powodów niechęci mieszkańców wobec przyjezdnego. Tymczasem w mrocznej posiadłości zaczyna dochodzić do paranormalnych zjawisk, których przyczyną jest zjawa kobiety w czerni, ukazująca się Arthurowi. Prawnik musi czym prędzej znaleźć rozwiązanie zagadki, zanim widmo wiedźmy dopadnie swój cel – dzieci z wioski oraz jego synka.

piątek, 20 listopada 2015

Isaac Marion „Wiecznie Żywy” – recenzja



Isaac Marion Wiecznie Żywy, tłumaczenie:
Marina Plisenko, tytuł oryginału: Warm bodies,
stron 308, Wydawnictwo Replika, 2013
źródło zdjęcia: <klik>
Zombie od lat zajmują stałe miejsce w popkulturze. Jest to pozycja raczej jasno określona – wloką się, jęcząc straszliwie i pożerając mózgi Bogu ducha winnych śmiertelników. Isaac Marion w swojej powieści „Wiecznie Żywy” pokazuje jednak, że nie takie zombie straszne, jak je filmy malują.
Oto świat, w którym tajemnicza epidemia zdziesiątkowała ludzkość. Część ziemskiej populacji zmieniła się w zombie, a pozostali przy życiu ukrywają się, próbując bronić się przed atakami żywych trupów. Właśnie w takiej rzeczywistości poznajemy głównego bohatera książki, czyli R. R nie pamięta swojego imienia. Ba – nie pamięta nawet, kiedy się urodził, skąd pochodzi ani kim był za życia. Jest zombie. Nic nie czuje, nie potrafi mówić, odczuwa jedynie głód. Działa instynktownie, a jego egzystencja ogranicza się do pomieszkiwania w samolocie oraz wypadów na polowanie z innymi chodzącymi trupami mieszkającymi na opustoszałym lotnisku. Wspólnie szukają ludzi po ich zapachu i pożerają, zostawiając sobie na deser ich mózgi, bo przez ich zjedzenie mogą „zobaczyć” wspomnienia zabitego człowieka. Każdy dzień tego ponurego ‘żywota’ zombie wydaje się być taki sam do momentu, gdy podczas jednej z wypraw do miasta R postanawia uratować jedną ze swoich potencjalnych ofiar, uroczą blondynkę o imieniu Julie (chwilę wcześniej pożera jej ukochanego). Zabiera ją do samolotu, chroni przed innymi Martwymi i poznaje coraz bliżej, a przy okazji… wraca do życia. Wkrótce ich relacja zmienia się w uczucie, którego nawet strach Żywych przed Martwymi oraz różnice dzielące ich światy nie potrafią powstrzymać.

czwartek, 12 listopada 2015

Stephen King „Podpalaczka” – recenzja



Stephen King Podpalaczka, tłumaczenie:
Krzysztof Sokołowski, tytuł oryginału: Firestarter,
stron 512, Wydawnictwo Albatros, 2015
Ogień to intrygujący żywioł. Ciekawi, a jednocześnie przeraża. Daje ciepło, lecz czasem to ciepło przybiera rozmiary ogromnego gorąca. Niszczy wszystko, co stanie mu na drodze, zostawiając popiół i zgliszcza. Może zmienić człowieka w chodzącą pochodnię. Od jednej iskry powstanie wielki pożar. To niebezpieczna siła, którą nie zawsze da się kontrolować – o ile w ogóle. A co się stanie, jeśli małe dziecko posiądzie moc rozniecania ognia na odległość? Armagedon. Albo i gorzej.
Andy McGee i jego żona Vicky, jako młodzi studenci skuszeni chęcią szybkiego zarobku wzięli udział w tajemniczym eksperymencie sponsorowanym przez tajną amerykańską agencję rządową działającą przy CIA, zwaną Sklepikiem. Pozwolili sobie wstrzyknąć Próbę Sześć – nieszkodliwą, jak twierdzono, substancję halucynogenną, która okazała się być niebezpiecznym środkiem chemicznym powodującym stałe zmiany w ich organizmach. Oboje zyskali niezwykłe talenty posługiwania się telekinezą, hipnozą i telepatią. Również ich córka Charlene „Charlie” przychodzi na świat z darem pirokinezy – zdolności rozniecania ognia siłą woli. Obdarzona nietypowymi zdolnościami rodzina staje się obiektem obserwacji agencji, co zamienia ich życie w koszmar. Gdy Vicky zostaje brutalnie zamordowana przez pracowników Sklepiku, Andy wraz z córką decyduje się na ucieczkę. W pogoń za zbiegami rusza John Rainbird, zabójca na usługach Sklepiku, dla którego zabicie Charlie staje się obsesją. Andy musi więc chronić dziewczynkę za wszelką cenę, ponieważ rządowi naukowcy uważają ją idealny obiekt do testów – uważają, że swoją mocą Charlie jest zdolna doprowadzić to eksplozji atomowej…

wtorek, 15 września 2015

Jakub Ćwiek „Ciemność płonie” – recenzja



Jakub Ćwiek Ciemność płonie, stron 312,
Wydawnictwo Fabryka Słów, 2008
źródło zdjęcia: <klik>
         Chyba każdy z nas w dzieciństwie bał się ciemności. No, prawie, bo ja nie. Przyznaję się bez bicia, że ciemność jakoś nigdy mnie nie przerażała. Niepokoiła – owszem. Bo jednak w tej ciemności zawsze było coś nieznanego i budzącego lęk. Tym bardziej, że po przeczytaniu powieści pana Ćwieka ciemność wydaje się jeszcze bardziej przerażająca.
Główną bohaterką powieści jest Natka, studentka kulturoznawstwa. Zwyczajna, atrakcyjna dziewczyna pewnego dnia zostaje napadnięta przez nieciekawych typków. Z pomocą przychodzi jej jeden człowiek – biednie ubrany starszy mężczyzna. Chcąc się odwdzięczyć, Natka ofiarowuje mu znalezioną w portfelu monetę. Ten z pozoru życzliwy gest ściąga na nią klątwę. Ciemność wybrała ją jako kolejną ofiarę, a jedynym schronieniem dla dziewczyny okaże się być katowicki Dworzec Główny, zwany Umieralnią. Tam spotyka innych Wybrańców, którzy próbują uciec przed demoniczną siłą Płonącej Ciemności.

wtorek, 14 lipca 2015

Katarzyna Berenika Miszczuk „Wilczyca” – recenzja



Katarzyna Berenika Miszczuk Wilczyca,
stron 440, Wydawnictwo Egmont, 2009
źródło zdjęcia: <klik>
Romantyczne horror story to ostatnimi czasy bardzo popularny gatunek wśród piszących, zwłaszcza kobiet. Opowieści o nastolatkach zakochanych w monstrach i potworach rodem z legend cieszą się niemałą popularnością. Trend ten rozpoczęła Stephenie Meyer wraz z cyklem „Zmierzch”, zaś na polskim rynku swoich sił w tej tematyce próbowała Katarzyna Berenika Miszczuk. Powieść „Wilk” wydała w 2006 roku, a jej kontynuację – „Wilczycę” – trzy lata później. Debiut panny Miszczuk wzbudził mój umiarkowany entuzjazm. Jak zatem w moich oczach wypadła „Wilczyca”?
Akcja powieści rozpoczyna się dwa miesiące po zakończeniu wydarzeń z części pierwszej. Margo, Maksowi oraz bandzie wilków wydaje się, że ich życie wróciło do normy. Dziewczyna nie czuje działania wilczego wirusa zaaplikowanego jej przez pracowników Instytutu, również Ivette powoli wraca do zdrowia. Wygląda na to, że tajemniczy Instytut przestał już interesować nastolatkami, na których przeprowadzali eksperymenty. Ta sielanka trwa jednak do czasu. Wkrótce w okolicy sennego Wolftown słyszy się o brutalnych morderstwach, a ślady wokół nich przywodzą na myśl dzikie zwierzę. Margo wraz z przyjaciółmi podejrzewają, że stoi za tym Instytut. Tymczasem Aki zaczyna się dziwnie zachowywać – krąży nocami po lesie mimo zakazu policji. Na domiar wszystkiego z Maksem, ukochanym Margo, również dzieje się coś niepokojącego…

sobota, 9 maja 2015

Stephen King „Carrie” – recenzja



Stephen King Carrie, tłumaczenie: Danuta Górska, tytuł
oryginału: Carrie, stron 189, Wydawnictwo Iskry, 1990
źródło zdjęcia: <klik>
Zauważyłam, że na tym blogu dosyć często pojawiają się recenzje horrorów. Zrecenzowałam już tu w sumie trzy książki i trzy filmy o takiej tematyce. Czas zatem sięgnąć po klasykę (werble, proszę), dlatego dziś przedstawię Wam „Carrie” pióra mistrza horroru, Stephena Kinga.
Główną bohaterką powieści jest Carrie White, siedemnastoletnia uczennica liceum w cichym miasteczku Chamberlain. Dziewczyna nie ma lekkiego życia – od lat jest prześladowana przez szkolnych kolegów i koleżanki, którzy wyśmiewają się z niej i upokarzają ją na każdym kroku. Śmieją się z jej wyglądu, zachowania, niewiedzy w sprawach dojrzewania. Do tego wychowuje ją matka, surowa i ortodoksyjna chrześcijanka, za wszelką cenę usiłująca ochronić córkę przed grzechem. W końcu pewnego dnia w zastraszanej psychicznie i fizycznie Carrie budzi się niezwykła moc. Nastolatka postanawia ją wykorzystać i zemścić się na prześladowcach, a siłę jej gniewu odczują wszyscy mieszkańcy spokojnego dotąd Chamberlain.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Katarzyna Berenika Miszczuk „Wilk” – recenzja



Katarzyna Berenika Miszczuk Wilk, stron 296,
Wydawnictwo Muza, 2006
źródło zdjęcia: <klik>
Od czasu ukazania się „Zmierzchu” nastolatki pokochały romantyczne historie o istotach rodem z koszmarów oraz zakochanych w nich śmiertelniczkach. Jednak zanim Stephenie Meyer opublikowała swoje „dzieło”, na polskim rynku ktoś już próbował zająć się taką tematyką. Mowa o Katarzynie Berenice Miszczuk, która – wówczas będąc maturzystką – wydała romantyczne horror-story pt. „Wilk”. Teraz autorka może pochwalić się dużą popularnością i większym dorobkiem, ja jednak wzięłam na warsztat jej pierwszą książkę, chcąc się dowiedzieć, o co ten cały hałas.
Jeśli idzie o fabułę powieści, to przedstawia się ona następująco: 16-letnia Margo przeprowadza się wraz z rodzicami z Nowego Jorku do prowincjonalnego miasteczka o osobliwej nazwie Wolftown. Od czasu przyjazdu dręczą ją dziwne koszmary, w których ucieka przez ciemny las przed tajemniczym prześladowcą. Jakby tego było mało, miasteczko otacza zamieszkała przez wyjące wilki złowroga puszcza, co dodatkowo przeraża dziewczynę. W nowej szkole Margo poznaje lekko zwariowaną Francuzkę Ivette oraz zamkniętego w sobie outsidera Maksa, należącego do grupy metalowców. Wkrótce sny Margo się spełniają, a ona sama poznaje tajemnicę, którą Max i jego znajomi skrywają od lat. Miasteczko Wolftown również ma swój mroczny sekret…

środa, 18 marca 2015

„Szkoła czarownic” reż. Andrew Fleming – recenzja

W XII i XIII wieku w wyniku walki z herezją i sprzecznymi z doktryną chrześcijańską poglądami, czyli inkwizycją, wymordowano setki kobiet podejrzewanych o kontakty z diabłem i uprawianie czarów. Te polowania na czarownice dość mocno utrwaliły się w kulturze i historii Europy. Od czasów średniowiecznych magia, choć raczej ukryta i traktowana jako ucieczka w wyobraźnię, zdaje się być wciąż żywa – chociażby w świecie filmu. Jednym z takich filmów śmiało sięgających do magicznego świata jest obraz Szkoła czarownic z 1996-ego roku w reżyserii Andrew Fleminga. Czyli rzecz będzie o współczesnych czarownicach.
kadr z filmu „Szkoła czarownic [The Craft]”, reż. Andrew Fleming
Fabuła filmu w skrócie przedstawia się tak: siedemnastoletnia Sarah przeprowadza się wraz z ojcem i macochą do Los Angeles. W nowej, katolickiej szkole poznaje trzy tajemnicze dziewczyny – Nancy, Bonnie i Rochelle, które interesują się magią i ezoteryką. Nowo poznany chłopak, Chris, ostrzega Sarah przed „czarownicami z Eastwick”, jak nazywane są trzy outsiderki. Dziewczyna jednak go nie słucha i zaprzyjaźnia się z nimi. Gdy okazuje się, że Sarah jest naturalną czarownicą, wspólnie z nowymi przyjaciółkami tworzą krąg i przyzywają potężne bóstwo – Manona, który obdarza je mocą. Dziewczęta ochoczo korzystają z nowo nabytych umiejętności, jednak czary, które początkowo są niewinną zabawą, z czasem obracają się przeciwko nim.

środa, 28 stycznia 2015

Jonathan Maberry „Wilkołak” – recenzja



Jonathan Maberry Wilkołak, tłumaczenie: Przemysław 
Bieliński/Miłosz Urban, tytuł oryginału: The Wolfman, 
stron 288, Wydawnictwo Amber, 2010
Lubię horrory. Zwłaszcza straszne. Niestety często zdarza mi się śmiać podczas oglądania filmów tego typu, ponieważ wbrew pozorom nazwa „horror” nie zawsze oznacza, że film faktycznie potrafi przestraszyć. Z książkami tego gatunku jest trochę inaczej. Zamiast „arsenału” filmowego (efekty, dekoracje, aktorstwo, muzyka itd.), tutaj pisarz ma do dyspozycji jedynie słowa i papier, żeby wzbudzić u czytelnika grozę. Ta sztuka na pewno udaje się Mastertonowi, Kingowi oraz Małeckiemu, o czym wspomniałam już w publikowanej niedawno recenzji książki tego ostatniego. A jak poradził sobie Jonathan Maberry, autor powieści filmowej pt. „Wilkołak”?
Fabuła „Wilkołaka” w skrócie przedstawia się tak: Lawrence Talbot po tym, jak jego matka popełnia samobójstwo, opuszcza rodzinne strony i wyrusza w świat. Gdy po latach wraca do Anglii jako ceniony aktor teatralny, wieść o tragicznym zgonie brata zmusza go do powrotu do Blackmoor. Tam okazuje się, że po okolicy grasuje krwiożercza bestia. Lawrence postanawia rozwikłać zagadkę śmierci brata oraz tajemniczego potwora. Tymczasem Bogini Łowów wzywa go do lasu podczas pełni księżyca, łaknąc krwi…

piątek, 21 listopada 2014

Jakub Małecki „Przemytnik cudu” – recenzja


Jakub Małecki Przemytnik cudu, stron 264,
Wydawnictwo Red Horse, 2008
źródło zdjęcia: <klik>
Horror jest wbrew pozorom trudnym gatunkiem literackim. Z pewnością łatwiejsze zadanie w tej dziedzinie mają przed sobą twórcy filmów grozy – w końcu wystraszenie widza za pomocą obrazu i dźwięku nie jest rzeczą trudną (a to, że czasem uzyskują efekt odwrotny do zamierzonego, czyli zamiast straszyć – śmieszą, to zupełnie inna sprawa). Inaczej jest za to z książkami o tejże tematyce. Są jednak mistrzowie słowa pisanego, którym ta sztuka się udała, jak choćby Stephen King i Graham Masterton. Czy Jakub Małecki, autor wielu opowiadań z gatunku fantasy i horror, ma szansę dołączyć do tego zacnego grona? Po przeczytaniu „Przemytnika cudu” spod jego pióra ośmielę się stwierdzić, że ma. I to całkiem spore.

czwartek, 6 listopada 2014

„Dracula. Historia nieznana” reż. Gary Shore – recenzja





Jak już wspominałam przy okazji recenzji filmu Van Helsing, jestem fanką filmów i książek na temat wszelkiej maści istot fantastycznych, a swój prym wiodą tutaj zwłaszcza wampiry. Dlatego gdy tylko zobaczyłam zwiastun najnowszej filmowej historii o najsłynniejszym wampirze świata (nie, nie chodzi mi o Edwarda Cullena), po prostu wiedziałam, że muszę to obejrzeć. Mowa tu oczywiście o filmie Dracula. Historia nieznana.
kadr z filmu „Dracula. Historia nieznana [Dracula Untold]”, reż. Gary Shore
Fabuła filmu w reżyserii Gary’ego Shore’a przedstawia się następująco: mamy rok 1441. Vlad Tepes zwany Palownikiem, władca Transylwanii, prowadzi wojnę z Turkami. Za młodu wydany przez własnego ojca i szkolony, by służyć w armii sułtana, chce wymazać z pamięci okrutne czyny, których się wówczas dopuścił. W tym celu pragnie uchronić przed tym samym losem swego syna oraz tysiąc innych chłopców z królestwa. Armia władcy jest jednak skromna w porównaniu do armii tureckiej, więc Vlad udaje się w góry, gdzie w jaskini straszy lokalny potwór, który okazuje się być starym wampirem. Wampir przekazuje księciu swoją moc i nieśmiertelność, której ceną jest niepohamowana żądza krwi. W ten oto sposób rodzi się Hrabia Dracula – najsławniejszy krwiopijca na świecie.

sobota, 11 października 2014

„Van Helsing” reż. Stephen Sommers – recenzja



Odkąd pamiętam, filmy i książki o wampirach, wilkołakach i potworach nie z tego świata zawsze mi się podobały. Nic więc dziwnego, że Van Helsing od lat zajmuje czołowe miejsce na liście moich ulubionych filmów.
kadr z filmu „Van Helsing”, reż. Stephen Sommers
Fabuła obrazu Stephena Sommersa, reżysera takich filmowych hitów jak Mumia i Mumia powraca, nie należy do skomplikowanych i jest dość luźną wariacją na temat powielanych wielokrotnie wątków i postaci. Ale po kolei. Mamy XIX wiek. Gabriel Van Helsing, pogromca potworów działający na usługach tajnego zakonu z siedzibą w Watykanie, po rozprawieniu się z terroryzującym Paryż Mr Hyde’em otrzymuje kolejne zlecenie: wraz z bratem zakonnym Carlem zostaje wysłany do Transylwanii, gdzie panoszy się nieśmiertelny wampir Dracula. Zadaniem Van Helsinga jest pozbycie się wampira i tym samym pomoc cygańskiej księżniczce Annie Valerious, ostatniej członkini rodu od wieków walczącego z rumuńskim hrabią oraz uratowanie ich od klątwy i wiecznego potępienia. Jakie role mają do odegrania w tej historii brat Anny, Velkan, oraz monstrum stworzone przez doktora Frankensteina?