Choć ostatnio
czytam głównie powieści, nie mam problemu z sięganiem po krótsze prozatorskie
formy. W zasadzie polubiłam czytanie opowiadań poprzez zapoznanie się z tą
odsłoną twórczości Harukiego Murakamiego, który jest w gronie moich ulubionych
pisarzy. Jestem właśnie po lekturze kolejnego zbioru jego autorstwa. Jak wyszło?
Wszystkie boże dzieci tańczą to zbiór sześciu krótkich opowiadań. Z
pozoru różne teksty łączy wspólny wątek, którym jest trzęsienie ziemi w Kobe z
1995 r. Zdarzenie to pojawia się w każdym utworze jako choćby krótka wzmianka,
która zawsze jednak ma wpływ na życie bohaterów. Jest tutaj mężczyzna, którego
żona odeszła, człowiek pasjonujący się ogniskami, w których odbija się
wewnętrzny ludzki spokój, pani doktor przebywająca na urlopie w Tajlandii, poszukujący
swego ojca syn samego Boga, pan Żaba ratujący Tokio oraz pewien pisarz. Ludzie,
o których pisze Murakami, są zagubieni, szukają własnej drogi, odczuwają
pustkę, zmagają się z obsesjami zatruwającymi życie i wikłają w skomplikowane
relacje.
